piątek, 9 października 2009

Wyjątkowo bez cytatu

Dziś się rozbisurmaniłem i rzucam głównie linkacze do filmików, i tak: pierwszy ominiecie, bo to hardcore z Bostonu (ah!), Basement Jaxx specjalnie dla Justysi (mnie również chodzi po głowie refren), Skalpel dla wszystkich chcących się wyluzować, zaś reklama Xboxa 360 (nie faworyzuję tej platformy!) znów dla wyżej wymienionej niewiasty w celu upamiętnienia pewnego wydarzenia w drodze do McDonald'sa.
Nie rysuję wiele, bo niewiele mi wychodzi, dlatego takie pustki.



wtorek, 15 września 2009

'Nie jest ważny żaden wyścig'

Praca na konkursiwo na lafraise.com, poproszę o głos, jeśli się podoba. Wymaga to rejestracji, ale nie trwa ona długo. Zróbcie przysługę i głosujcie również na innych. Macie moc w klawiaturze, więc do boju.
Linkacz do głosowania na lafraise.com
A tak w ogóle to mam taktykę, trzy rysuny w sosidle horroru,a następnie jeden słodszy. Czas więc na nieco hardcore'u, ale nie wiem, kiedy porysuję.
Pokój!


piątek, 11 września 2009

'They seem so very nice,nice,nice'

Dzisiaj krótko. Chciałem coś prostszego, czystszego, i wyszło tak. Przypomniał mi się epizod 'Kasi i Tomka', gdzie padł 'Wesoły bananek'. Musiałem to wykorzystać. A pomyślałem, że uczynię z tego tapetę, także jest coś bardziej dla Was. Tapetę pobieramy tutaj. Dwa rozmiary: 1920x1080 i 1600x1200.

sobota, 29 sierpnia 2009

'It's not safe to swim today'

Krótko dziś: narysowałem kolejnego pirata, pod wpływem kawałka Veil of Maya, bardzo zacny zespół, z tego, co słyszałem na youtubie, świetna perka i dobry miks między łomotem, a techniką.
No i zapomniałem, że w sprzedaży jest koszulka, którą wykonałem dla Dag Nasty. Brief był dosyć wymagający: 'zrób nam coś prostego, umieść ich logo, jeden kolor, max. 2. Prosta, stara szkoła'. Czy podołałem? Nie wiem, kapela zadowolona.
I to fajnie, jak z czasem proste rzeczy kojarzą się nam z osobami, które darzymy konkretniejszym uczuciem. Jak 'Be-Hind' Noona z Dzióbkiem, Gdynia z Komori itp, itd. Bardzo klawo, bo wystarczy tak niewiele, by zatonąć w myślach.




czwartek, 27 sierpnia 2009

'Postcards from Italy'

Dzisiaj wyjątkowo goło, jedynie lakoniczna relacyja z pobytu w Italii okraszona nagraniem Beirutu. Także do rzeczy, od myślniczków, ażeby się nie pogubić:
-ujmując najogólniej: nie tak Włochy sobie wyobrażałem, co zasługą jest głównie mieszkańców, którzy tak idealizują własne państwo, nie nacjonalizm, ale jakaś forma megalomanii, ponieważ mają tyyyyle zabytków, toteż są uber wszystkie kraje Europy. Takiej dumy nie widziałem nigdzie w świecie. A co się z tym wiąże? Ano to, że z personą powyżej trzydziestego roku życia ni cholery idzie się dogadać, ani angielszczyzną (świetny nie jestem, ale to poziom, który pozwala mi zamówić jedzenie, znaleźć drogę i inne podstawowe dialogi), czy po niemiecku, gdzie z kolei pocił się tata. Gorzej podobnież jest tylko we Francji. Przy tym Włosi są stosunkowo mało życzliwi, Chorwaci i Grecy prym wiodą.
-Co wiąże się z poprzednim: ichnia kuchnia wcale nie deklasuje innych! Zaryzykuję, że powiela się sytuacja z poprzednich wojaży, tzn. sałatka grecka, ryba po grecku, lepsze są w wykonaniu Polaków, podobnie jak spaghetti i pizza. Pasta, nie spaghetti, to po prostu makaron z sosem, a pizza jest najczęściej na cieniutkim cieście bez dodatkowych sosików w oddzielnym naczyniu. Spaghetti bez mięsa? Dajcie spokój...
-Zabytków komentować nie będę, bo zapewne wszelka negacja wynika z mojego nastawienia, bo przecież dziewięć miesięcy tłuczenia architektury włoskiego renesansu, multum planów, robią swoje niestety. Także inni wzdychali, a ja chodziłem z miną typu 'czekaj, czekaj! Ja to już chyba gdzieś widziałem'.
-Miasta, myślniczek kolejny. I tutaj ujawnia się moja niechęć do zapchanych i gigantycznych miast. Ani Rzym, ani Florencja, Werona, Rawenna i inne nie rzuciły mnie na kolana. Za to malutki i spokojny Asyż, czy równie urocze San Marino, no miodzio. Wąskie uliczki brukowane, domy z kamienia i w ich cieniu kafejki! To lubię.Warto wspomnieć o Capri, jakże rozdmuchanej wyspie. Otóż póki się nie zejdzie z promu faktycznie się wzdycha. Ale na lądzie...główna rekomendacja ulic Capri: 'Tutaj chodziła Madonna, tutaj kupuje ciuchy Cruise...' no ludzie...I wszędzie Prada, Gucci, Vuitton i inne górno-półkowe tuzy. Czadzior.
-dziewczęta, bo inaczej być nie może. Najładniejsze dziewczyny we Włoszech to turystki. A najfajniej na plaży, gdzie w pamięci utkwiły mi takie sytuacje: dziewczę zdejmujące koszulkę, dziewczę poprawiające kitkę, dziewczę smarujące swe ciało olejkiem. Tak, obok widoków stricte krajobrazowych, czy wymienionych wyżej uroczych miasteczek, te widoki najbardziej utkwiły mi w pamięci.
- i na koniec. Wyjazd był konieczny. Uświadomił mi, że nigdzie nie jest tak dobrze, jak w mej ojczyźnie, Łodzi, że do Dzióbka i reszty ludzi, których ciepło noszę w serduchu zawsze będę tęsknił oraz to, że trzeba czasem odpocząć od rysowania. Co do niego, nie było obijania się. Wynotowałem pomysły, których tutaj nie podam. Mam tylko nadzieję, że zgodnie ruszą ambicja, talent, chęci i z tego powstanie coś fajnego.
A na deserek klimatyczny Beirucik. Często w jakiś sposób muzyka z postów oddaje w przybliżeniu koncept notki i w jakiś sposób mój nastrój, dziwne.